Fritsch [Lagerführer, kierownik obozu] powiedział do nas, że jesteśmy przestępcami i że będziemy tak stać trzy dni i noce.
Kazimierz Brzeski
Po powrocie wszystkich komand z pracy odbywał się apel wieczorny. Miał on na celu skontrolowanie, czy wszyscy więźniowie znajdują się w obozie. W czasie apelu liczono również nieżywych, których zwłoki układano przy kolumnach, w których stali więźniowie z tego bloku, na którym mieszkał zmarły. Apelem kierował raportowy, któremu składali meldunki o stanie liczbowym bloków poszczególni Blockführerzy. Blockführerowi podlegało kilka bloków, za których stan liczbowy byli oni odpowiedzialni. Na poszczególnych blokach prowadzili ewidencję więźniów, więźniowie funkcyjni tzw. starsi blokowi, którzy mieli do pomocy kilku izbowych. Meldowany Rapportführerowi przez Blockführerów stan liczbowy obozu zgadzać się musiał ze stanem wynikającym z ksiąg prowadzonych w kancelarii kierownictwa obozu ( Schützhaftlagerführung), której funkcjonariuszem był Rapportführer. O ile z zestawienia o porównania jednych i drugich cyfr wynikało, że są one zgodne, rozpuszczano więźniów na bloki. Gdy cyfry te nie zgadzały się, dawano znak alarmowy, strażnicy postenkety pozostawali na swych stanowiskach, a więźniowie stali na apelu tak długo, dopóki nie dano syreną znaku ukończenia pogotowia alarmowego. Najczęściej przerywano poszukiwania z zapadnięciem zmroku. Zdarzało się jednak często, że alarm odwoływano dopiero dnia następnego i wtedy więźniowie stali na apelu przez całą noc bez jedzenia. Działo się to zgodnie z zarządzeniem Eickego, które następnie Himmler wprowadził rozkazem we wszystkich obozach koncentracyjnych.Rudolf Höss, komendant KL Auschwitz
Byłem zatrudniony w obozie jako elektryk w grupie pracowników cywilnych. W połowie miesiąca (czerwca 1940r. - p.m.) przybył do obozu pierwszy transport polskich więźniów. W parę dni później przydzielono nam do pomocy kilku z nich. Z ludźmi tymi nawiązaliśmy zaraz kontakt. Ponieważ jako pracownicy cywilni mieliśmy prawo mieszkać w swych domach, więc przynosiliśmy więźniom żywność, ułatwialiśmy im korespondencję ze światem. Zaznaczam, że nie ogłoszono nam nigdy, że robić tego nie wolno. Ostrzeżenia takiego nie otrzymaliśmy ani od władz obozowych, ani od firmy, dla której pracowaliśmy. Po bliższym zapoznaniu się z więźniami postanowiliśmy dopomóc im w ucieczce, co było wówczas możliwe, ponieważ obóz nie był jeszcze ogrodzony i nie było dostatecznej ilości straży. Na propozycję tę zgodził się więzień Tadeusz Wiejowski rodem z tarnowskiego. W sobotę dnia 6-go lipca 1940 roku wszedł on do naszej izby na bloku 15-m, przebrał się w robocze ubranie pracującego ze mną Józefa Patka, założył sobie opaskę, jaką nosiliśmy jako robotnicy cywilni i około godziny 10-ej wyszedł wraz z nami bocznym wyjściem, od strony krematorium, w kierunku stacji kolejowej w Oświęcimiu. Zaopatrzyliśmy Wiejowskiego w pieniądze i żywność, on wsiadł do towarowego pociągu i pojechał w stronę Spytkowic.Bolesław Bicz, pracownik cywilny
Brak więźnia wyszedł na jaw w trakcie apelu południowego. Nie otrzymaliśmy w tym dniu obiadu.
Zbigniew Adamczyk, nr obozowy 274
Apel wieczorny odbył się wcześniej.
Jan Stojakowski, nr obozowy 577
Na apelu stwierdzono brak młodego 18-letniego więźnia z sali nr 7 z naszego bloku. Zrobiło to na nas przeolbrzymie wrażenie. Usłyszeliśmy wtedy po raz pierwszy syrenę obozową.
Kazimierz Brzeski, nr obozowy 753
Wcześniej niż zwykle, bo już w godzinach popołudniowych, ściągnięto do obozu wszystkie komanda zewnętrzne i rozpoczęto śledztwo. Więźniów, którzy zdaniem esesmanów mogli wyjaśnić okoliczności ucieczki Wiejowskiego, wzywano do bloku nr 3.
Jerzy Bogusz, nr obozowy 61
Fritsch żądał, aby zgłosili się więźniowie, którzy wiedzieli coś o ucieczce . Zagroził, że każdy z nas otrzyma po 25 kijów. Zaczęli nawet wymierzać karę chłosty, lecz bicie przerwano.
Jan Stojakowski, nr obozowy 577
Wezwano wszystkich do składania zeznań i zapowiedziano, że apel się nie skończy, dopóki nie uzyska się informacji przydatnych do odnalezienia zbiega.
Jerzy Korczowski, nr obozowy 625
Śledztwo to nie dało jednak żadnego rezultatu, gdyż pozostawiono nas na placu apelowym między blokiem 2 i 3.
Jerzy Bogusz, nr obozowy 61
Ustawiono nas na baczność w dziesięciu rzędach na małym placyku za blokiem nr 1. Za plecami więźniów stojących w ostatnim rzędzie znajdowały się druty ogrodzenia obozowego.
Adam Jurkiewicz
Staliśmy między Oddziałem Politycznym a blokami 1,2 i 3. Zdzisław Wiesiołek, nr obozowy 653
Apel rozpoczął się około godziny 18.00.
Erwin Michalik, nr obozowy 1244
Ustawiono wszystkich więźniów znajdujących się w obozie: było nas wówczas około 15.00.
Tadeusz Bałut, nr obozowy 1259
W stójce brali udział wszyscy ci, którzy byli zobowiązani stanąć na apelu wieczornym, przez co rozumiem i tych, którzy leżeli chorzy w szpitalach. Ci wszyscy, którzy ze szpitala nie mogli o własnych siłach przyjść, byli sprowadzeni przez współwięźniów zdrowszych i podtrzymywani pod ramiona.
Marian Dybus, nr obozowy 678
Staliśmy w samych pasiakach i boso. Właśnie w tym dniu odebrano nam bieliznę do prania.
Kazimierz Brzeski, nr obozowy 753
Staliśmy w rzędach, w odległości pół metra od siebie.
Jerzy Bogusz, nr obozowy 61
Fritsch powiedział do nas, że jesteśmy przestępcami i że będziemy tak stać trzy dni i noce.
Kazimierz Brzeski, nr obozowy 753
Grabner, szef oddziału politycznego, oświadczył, że będziemy stać tak długo, aż znane będą szczegóły ucieczki.
Erwin Michalik,nr obozowy 1244
Oznajmiono, że wszyscy będą stali na baczność tak długo, dopóki uciekinier się nie odnajdzie.
ks. Augustyn Mańkowski, nr obozowy 442
Wobec tego, że esesmani nie mogli się udać na spoczynek, wściekłość ich zaczynała się potęgować, co odbijali sobie na więźniach.
Marian Dybus, nr obozowy 678
Ramiona musieliśmy mieć złożone z tyłu na karku.
Oskar Tadeusz Stuhr, nr obozowy 947
W pierwszych godzinach byliśmy trzymani w przysiadzie, z rękoma na karku.
Zbigniew Damasiewicz, nr obozowy 260
Staliśmy pierwsze 3 godziny w przysiadzie z rękoma splecionymi na tyle głowy, a później na baczność.
Henryk Kobylański, nr obozowy 893
Trzymano nas w różnych pozycjach, raz na baczność, to znów w przysiadzie.
Erwin Michalik, nr obozowy 1244
Kazano stać bez ruchu na baczność lub w przysiadzie z wyciągniętymi rękoma tak długo, aż mięśnie całkiem omdlewały. Kapowie i esesmani krążyli przed szeregami wymierzając raz po raz uderzenia kijami po głowach i ramionach.
Jerzy Korczowski, nr obozowy 625,
Otrzymałem uderzenie w tył głowy kijem od Niemca-kapa, który mnie, kiwającego się ze zmęczenia, przywrócił do przytomności uderzeniem ze słowami: " Gut Morgen".
Marian Dybus, nr obozowy 678
Od czasu do czasu stosowano względem nas tak zwany "popych z boku" - esesmani i kapowie szli wzdłuż szeregów i wyrównywali je za pomocą kijów, spychając nas równocześnie na druty.
Bronisław Cynkar, nr obozowy 183
Cała załoga SS postawiona w ostrym pogotowiu w związku z ucieczką więźnia wyładowywała swą wściekłość na jego współkolegach za "zmarnowany" dla siebie sobotni wieczór i niejasną pod tym względem nadchodzącą niedzielę.
Jerzy Korczowski, nr obozowy 625
Po upalnym dniu nadeszła zimna noc, od Soły wiał chłodny wiatr.
Zbigniew Adamczyk, nr obozowy 274
Sobota była dniem zdawania brudnej bielizny. Wszyscy więźniowie byli przeważnie już bez bielizny, mieli tylko drelichowe ubrania obozowe na sobie. Całą noc marzliśmy w okropny sposób.
Feliks Myłyk, nr obozowy 92
Noc robiła się coraz zimniejsza. Nie dało się opanować dzwonienia zębami. Esesmani się zmieniali. My wciąż staliśmy.
Kazimierz Brzeski, nr obozowy 753
Oświetlano nas reflektorami i esesmani skrupulatnie pilnowali, aby nikt z nas nie ważył się opuścić rąk, a kiedy ze znużenia i zmęczenia u niektórych następowało to, bito bez litości.
Oskar Tadeusz Stuhr, nr obozowy 947
W przeciągu pierwszych 6-u godzin wszyscy starsi, a zarazem i słabsi padli bez przytomności.
Marian Dybus, nr obozowy 678
Ludzie padali z omdlenia jak muchy, a wtedy polewano ich wodą i bito. Niektórzy doznali jakiegoś dziwnego porażenia rąk, a zwłaszcza kolega dr Curuś-Bachleda.
Oskar Tadeusz Stuhr, nr obozowy 947
Stałem obok Genka Niedojadły z Tarnowa, który podzielił się ze mną okruszynami chleba, jakie znalazł w kieszeni oraz... mydłem. Miał kawałek doskonałego, pachnącego mydła toaletowego, które skonsumowaliśmy niczym najlepszą czekoladę, bo głód był silniejszy od naszej woli.
Kazimierz Tokarz, nr obozowy 282
Około godziny 10-tej w nocy zjawił się ponownie Grabner w towarzystwie paru innych esesmanów i zaczął pytać, czy ktoś z więźniów widział Wiejowskiego w dniu ucieczki. Zgłosiło się paru więźniów. Grabner zapytał także, czy ktoś z obecnych więźniów zna niemiecką stenografię. Ponieważ znałem, cicho zapytałem stojących obok mnie kolegów, czy wypada się zgłosić. Wszyscy doradzali, twierdząc że jeśli badania się zakończą, to skończy się także ten morderczy apel. Zaprowadzono mnie do bloku nr 1, gdzie zaczęto przesłuchiwać więźniów. To było dopiero wstępne przesłuchanie, w czasie którego nie bito. Moje zadanie polegało na tłumaczeniu pytań esesmanów, odpowiedzi więźniów i notowaniu tego wszystkiego. Przesłuchania prowadzili esesmani, których nazwisk nie pamiętam. Pamiętam, że byłem trochę rozgoryczony: przesłuchujący esesmani częstowali więźniów papierosami. Chodziło oczywiście o tych więźniów, którzy mieli widzieć lub rozmawiać z Wiejowskim w dniu jego ucieczki. Widząc, jak koledzy palili papierosy, odczuwałem wielki głód nikotyny.Erwin Michalik, nr obozowy 1244
Komendant obozu wyznaczył nagrodę w postaci chleba, margaryny i tytoniu dla każdego, kto wyjawi nazwiska kontaktujących się z cywilami. Więzień Baran prawdopodobnie wyjawił moje nazwisko, bo sam przynosił mi paczki od cywilów.
Zdzisław Wiesiołek, nr obozowy 653
W pewnym momencie zostałem wywołany i zabrano mnie na śledztwo. W wyniku bicia doznałem licznych złamań (nosa, żeber) i innych obrażeń. Z zadawanych pytań zorientowałem się w końcu, że ktoś im zdradził mój kontakt z robotnikami cywilnymi. Dalsze wypieranie się nie miało sensu, więc przyznałem się do kontaktów, ale oświadczyłem, że nie znam nazwiska wspomnianego robotnika. Cała sprawa skończyła się o tyle szczęśliwie, że nikogo nie wsypałem.
Jerzy Hronowski, nr obozowy 227
W środku nocy z okna bloku usłyszeliśmy słodki głos dolmetschera donoszącego nam o obietnicy Fritscha, który powiedział, że jeśli zgłosi się ten, kto dopomógł Wiejowskiemu w ucieczce, to kary będą zmniejszone. Wystąpiło pięciu młodych więźniów z sali nr 7. Jeden z nich nazywał się Hejko. Tych pięciu więźniów nie wróciło już na plac apelowy. My staliśmy dalej.
Kazimierz Brzeski, nr obozowy 753
Wobec tego, że zbiegły więzień nie odnalazł się do dodziny 12-tej w nocy, została zarządzona przez Hössa stójka na dalsze 6 godzin, do godziny 6-tej rano.
Marian Dybus, nr obozowy 678
Od północy zostaliśmy postawieni na baczność. Mieli rozstrzelać co piętnastego. Esesman, który nas pilnował, przechodził przed szeregiem i przeliczał. Myśleli, że więźniowie głodni, spragnieni, zdenerwowani do ostateczności, będą skłonni powiedzieć coś na temat ucieczki.
Zbigniew Damasiewicz, nr obozowy 260
Esesmani wybrali 20-u więźniów, którzy mieli być straceni za uciekiniera. Wśród nich znalazłem się i ja. Nagle powstało zamieszanie, gdy ze zmęczenia upadł jeden z więźniów. Esesmani pobiegli w jego kierunku, a z powstałego zamieszania skorzystał stojący za mną kolega inżynier Hille, który szarpnął mnie do tyłu i wciągnął w szeregi nie wybranych. Udało się. Zmiany tej nikt nie zauważył.
Władysław Plaskura, nr obozowy 1000
Dramatyczne chwile przeżywali ci, którzy, ze względu na wielogodzinne stanie i nerwowe przeżycia, odczuwali naturalną potrzebę wyjścia z szeregu. W warunkach stójki nie wchodziło to w ogóle w rachubę.
Jerzy Korczowski, nr obozowy 625
Wielu więźniów nie wytrzymało i załatwiało się w miejscu, w którym stali.
Bronisław Cynkar, nr obozowy 183
Opróżniano się do spodni lub na miejsce, na którym stał więzień. Za czynności te karano biciem gumowymi bykowcami.
Zbigniew Damasiewicz, nr obozowy 260
Blokowi i kapowie popisywali się przed esesmanami najwymyślniejszymi makabrycznymi żartami. Pamiętam hrabiego Baworowskiego, który był wówczas obozowym tłumaczem.
Henryk Kobylański, nr obozowy 893
Baworowski korzystając z ciemności uskoczył pod blok. Ale na jego nieszczęście zauważył go kapo malarni, oznaczony nr 25. Natychmiast zameldował esesmanowi o „wykroczeniu” Baworowskiego. Rano, kiedy się rozwidniło, przyszło paru esesmanów i polecili Baworowskiemu szczekać, a następnie zjeść własny kał fotografując go przy tej czynności.
Czesław Sowul, nr obozowy 167
Wyciągnęli go z szeregu, kazali na podany papier wyjąć ze spodni to, co narobił, położyć się z nosem umazanym we własnym kale i szczekać jak pies.
Henryk Kobylański, nr obozowy 893
Baworowski załatwił się do woreczka. Esesmani kazali mu szczekać na ten woreczek, a później musiał go trzymać w zębach.
Bronisław Cynkar, nr obozowy 183
Tak zrobili też z kilkoma innymi więźniami.
Henryk Kobylański, nr obozowy 893
Niemcy sprawdzali, kto z nas pracował przy czyszczeniu starych cegieł. W tej grupie też pracował Wiejowski. Wiedząc że Niemcy mają spisane nasze nry, na komendę „wystąp” wyszedłem przed szeregi swojego bloku. Była noc. Esesmani obstawili nas karabinami maszynowymi wzmocnionymi posterunkami i ewidencjonowali tych, którzy przyuczeni drylem obozowym wystąpili. Kalus, który wtedy dopiero co został tłumaczem (w miejsce Baworowskiego), zauważył mnie wśród stojących przed moim blokiem i kopniakiem w piersi wbił mnie do bloku. Niemcy nie zauważyli tego, resztę stojących spisali, a potem jako rzekomych pomocników w ucieczce Wiejowskiego skazali na dożywotnie kamieniołomy.Kazimierz Raczek, nr obozowy 720
Przesłuchanie, w którym brałem udział, zakończyło się około 3-ej nad ranem. Jako ostatni powróciłem do szeregu.
Erwin Michalik, nr obozowy 1244,
Stójka stawała się szczególnie przykra po północy, gdy znużenie zsumowane z udręką minionego dnia i przeżyciami wieczoru zaczęło odgrywać coraz większą rolę. Nocny chłód doskwierał bardziej nad ranem. Nieludzkie krzyki katowanych kolegów, rozlegające się z sąsiedniego bloku nr 1, w którym przeprowadzano śledztwo, przyjmowane były ze współczuciem i trwogą.
Jerzy Korczowski, nr obozowy 625
W nocy, o w pół do drugiej, SDG Rottenführer Theuer, zamordował w szpitalu pierwszego więźnia - stanął Żydowi na gardle.
Czesław Sowul, nr obozowy 167
O godzinie 6-tej znowu nie było mimo poszukiwań zbiegłego więźnia. Komendant Höss zarządził dalszą stójkę do godziny 12-tej w południe.
Marian Dybus, nr obozowy 678
źródło: Europa wg Auschwitz
4 komentarze:
[B]NZBsRus.com[/B]
Escape Slow Downloads With NZB Files You Can Hastily Find High Quality Movies, Games, MP3 Singles, Software & Download Them @ Flying Speeds
[URL=http://www.nzbsrus.com][B]Newsgroup[/B][/URL]
Infatuation casinos? into this modern [url=http://www.realcazinoz.com]casino[/url] advisor and wing it condemn online casino games like slots, blackjack, roulette, baccarat and more at www.realcazinoz.com .
you can also into our modern [url=http://freecasinogames2010.webs.com]casino[/url] orientate at http://freecasinogames2010.webs.com and enlargement the influence honest forced dough !
another lone [url=http://www.ttittancasino.com]casino spiele[/url] faction is www.ttittancasino.com , because german gamblers, convey not hustling online casino bonus.
Czytam i łzy same wyciskają się z oczu tym bardziej ,ze czytam o ucieczce pierwszego więźnia którym był brat mojej babci Marii Wiejowskiej,a z jej opowieści wiem, ze to właśnie ona ukrywała go w swoim domu
Prześlij komentarz